Po 9 godzinach lotu byliśmy dość zmęczeni, chyba najbardziej tym "jedzeniem" w samolocie ....
Po lądowaniu, odebraniu bagaży poszliśmy na autobus. Koszt przejazdu 150 bht (na jedną osobę), kierunek jazdy dworzec kolejowy State Railway, gdzie czekali już na nas nasi znajomi. Od tej pory będziemy już sobie podróżować we czwórke. Kasia i Piotrek kupili już bilety na pociąg do Chiang Mai na 19:35 - nie ma już tych tańszych więc kupujemy te droższe po 771 bht (dolna leżanka) i 841 bht (górna). Dworzec zrobił na nas ogromne wrażenie - szary, brudny, pełno dziwnych zapachów, ludzie śpią sobie na podłodze, w centralnej części ołtarzyk ku czci Króla i posąg Buddy.
Przygodę z Tajlandią zaczynamy od wrzucenia czegoś na ząb i zabicia smaku okropnego fińskiego jedzenia serwowanego w samolocie. Znajomi polecają nam Pad thai, czyli smażony makaron ryżowy- testujemy na poczatek wersje light (bez mięsa) - co by trochę przyzwyczaić nasze Polskie żołądki do warunków
A co do pociągu to niespodzianka - sypialniany bez przedziałow z bardzo miłą obsługa, fajnie że piwko można wypić - jeszcze pani nam lód w wiadrze przyniosła, a pan poscielil łóżka.KULTURKA