Geoblog.pl    pawani    Podróże    Tajlandia listopad 2552 rok ;)    Świątynia małp
Zwiń mapę
2009
08
lis

Świątynia małp

 
Tajlandia
Tajlandia, Lop Buri
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 9127 km
 
W Lop Buri mieliśmy być o 6:30 ale pociąg miał opóźnienie. Na dworcu, rozkładamy się i ...poranna toaleta. Ludzie patrzą na nas z takim zainteresowaniem, że chyba dostaliśmy rumieńców. W lusterku mojej kosmetyczki przegląda się pewien mężczyzna i był zdziwiony jakby pierwszy raz widział swoje odbicie. Na dworcu nie było żadnych napisów po angielsku, a my wiemy tylko że chcemy iść do światyni małp. Udajemy się więc w miasto w jakimś kierunku, docieramy do PHRA NARAI RATCHANIWET i tutaj na terenie parku jemy śniadanko (słodkie bułki i batoniki, które udało się kupić w 7 eleven). Idziemy do TAT, jest 8:00, jeszcze zamknięte , czekamy, przychodzi pani z obsługi, dostajemy mapki i rozkład jazdy, bo stąd chcemy się dostać do Kanchanaburi. Idziemy do WAT SAN PHRA KAN znana również jako KANA i ŚWIĄTYNIA MAŁP. Już w połowie drogi jesteśmy pewni, że dobry kierunek obraliśmy, małpy grasują po ulicy, po oknach, po drutach wysokiego napięcia itp. W okolicy świątyni jest ich mnóstwo. Kupujemy wejściówki i pokarm dla małp (po 50 bht). Ja pierwsze karmienie i jestem przerażona, bo jakaś małpa syczy na mnie i pokazuje zęby.... Całe szczęście towarzyszy nam pani z obsługi i cały czas odgania bardziej agresywne osobniki (te starsze potrafią ugryść i wstrzynać bójki - zazdroszczą małym jedzenia). Ja się bałam, natomiast Paweł - brał (raczej one same wskakiwały) wszystkie na barki niczym ojciec dzieci swoje. Kasia też odważnie podeszła do małp, jedna ze sprytnych Makaków ukradła jej kolczyka i uciekła na wieże. Fajnie było, ale dosyć tych wrażeń.
Udajemy się w kierunku dworca, łapiemy się na podwózkę miejskiego autobusu. Kierowca ma obok siebie śniadanko, leci wesoła muzyczka, a pani z obsługi wysiada na każdym przystanku i nagania ludzi do wsiadania.
Pakujemy sie do autobusy kursowego w kierunku Kanchanaburi (60 bht), pojazd był niezwykły, nasze polskie ogórki przy nich to luksus, no ale klima, znaczy wentylatory, znaczy wiatraki były więc jedziemy... Przesiadamy się w SUPHANBURI do kolejnego autobusu (50 bht) jadącego do Kanczanaburi.
Jesteśmy na miejscu - już przyzwyczailiśmy się, że w Tajlandii trzeba ściągać buty przed wejściem do świątyń i niektórych sklepów, ale do ubikacji - dla nas to już za dużo.
Dopada nas głód, idziemy do przydrożnej "restauracji", podchodzi do nas ładna dziewczyna, nagle się odzywa i ... pierwsze namacalne zetknięcie się z transwestytami. Szkoda, że nie mamy zdjecia naszych zaskoczonych, zdziwionych min. Jemy pad thai po 25 bht za porcję.
Na ulicy dojrzeliśmy stragan z sushi, żal nie było skosztować - mniam mniam (od 5 do 7 bht za porcję!!!!!).
Bukujemy sobie nocleg w bungalowie na wodzie po 300 bht.
Wieczorem uderzamy na drinki z palemką. Spacerując puszczamy chłopaków o parę kroków do przodu i oglądamy sobie jak reagują na zaczepki dziewczyn, których w różowej dzielnicy Kanchanaburi było więcej niż kokosów na palmach.

 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (20)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
pawani

paweł
zwiedzili 1% świata (2 państwa)
Zasoby: 19 wpisów19 0 komentarzy0 201 zdjęć201 0 plików multimedialnych0
 
Nasze podróże
02.11.2009 - 20.11.2009