Wstajemy wcześnie rano i idziemy na most na rzece Kwai. Spragnieni i sponiewierani grzejącym słońcem, postanawiamy troszkę ochłodzić nasze gardła, kupujemy więc świeże kokosy, sprzedawczyni wyjęła je prosto z wiadra z lodem i jednym cięciem maczety otworzyła owoce ze świeżym sokiem, a fuj jakie niedobre......
Wracamy i odbieramy nasze pranie (30 bht/kg), pakujemy się, zostawiamy bagaże na recepcji i szukamy jakiegoś transportu do świątyni tygrysów. Łapiemy taxi po 150 bht (od głowy). Taksiarz zawiózł nas 50km w jedna strone, tam na nas czekal 2h i 50km z powrotem, wszystko w cenie. Wstęp do świątyni tygrysów 500 bht - w tej cenie jest zdjecie normalne z kociakiem. Na początku mamy trochę pietra, ale obserwujemy turystów przed nami i - chyba nie taki tygrys straszny jak go malują. Do zdjęcia każdy wchodzi z opiekunem pojedynczo i jest oprowadzany. Z niektórymi osobnikami nie można robić sobie zdjęć, bo są agresywne (chyba nie najedzone). Jest opcja, że można obejrzeć tygrysy spuszczone z łańcuchów i biegające, chasające w wodzie - ale my nie mamy czasu bo już o 16 mamy bus do Bangkoku (150 bht).
W Bangkoku organizujemy sobie dalszą podróż na południe, łapiemy autobus, który ma nas podwieść do CHUMPHON, a stamtąd na prom na Kao Tao (bilet 750 bht).