I znów pobudka - kąpiel :) . Już wczoraj wymyśliliśmy z Pawłem, że wypożyczymy motorbike i pojedziemy na farme krokodyli i tak ogólnie pozwiedzać wyspe. Wypożyczenie skuterka kosztowało nas 150 bht + paliwo za 130 bht, starczyło na objechanie wyspy dookoła. Tylko ten ruch lewostronny i jedyna zasada na drodze - większy ma pierwszeństwo....
Wstęp na farme kosztował 500 bht, w tym było show z krokodylami i wężami . Muszę powiedzieć, że miałam zawał serca. Krokodyle wywołały tyle emocji - te gady są naprawde groźne - a ich treserzy wkładali im ręce i głowy do otwartego pyska. Mieliśmy też okazje wziąść na ręce małego krokodylka (tylko pogłaskałam go po główce). Nawet jakąs papugowatą bałam się wziąść na ręke. Paweł kupił sobie za 50 bht kurczaka i karmił kokodyle. Kolejne były węże i tutaj była okazja owinąć się szalem z dusiciela - dziwne uczucie - czuć jego mięśnie, a do tego troche waży. "Zaklinacz węży" tańczył z trzema kobrami, a jednej nawet soczyste buzi dał. Jednym paluszkiem dotknęłam całuśną kobre.
Wieczorem znów uderzyliśmy na miasto i odwiedzamy naszą już zaprzyjaźnioną knajpe. Dziś na ruszt wzieliśmy krewetki tygrysie, homara, a na deser ostrygi (na surowo - to było wyzwanie). Dzień kończymy ........... tak tak, chang i plaza :)