Rano o 6 podjeżdza po nas taxi i odwozi nas do portu, a już stamtąd na ląd do SURAT THANI (łódka była dość obskurna i "dawało też w nosa"). Później już autobusem (z "drobnymi" przesiadkami) do Krabi, a z tamtąd łodzią (prawie towarową) na Ko Phi Phi. Przywitały nas piękne widoki. Wyspa bez prawdziwych ulic, bez samochodów i bez skuterków. Po jakiejś godzinie znajdujemy super bungalow za 800 bht - TWIN PALM BUNGALOW. Recepcjonistka ostrzega nas, że może być w nocy głośno - wokół imprezki - ale my też tutaj po to przyjechaliśmy.
Wieczorem przechadzka po mieście - Piotrem wytropił fajną restauracje - próbujemy merlina i barakudę - dość dobry choć pieczone ziemniaki go pobiły :)
Idziemy zobaczyć co się dzieje na plaży, jak wszyscy dookoła, my też kupujemy sobie wiadereczko Mekonga (tutejsza whisky podawana w wiaderkach z lodem i cola).
Na plaży niezła imprezka, na której królują zabawy z ogniem no i .... wiaderka. Kaśka i Paweł próbują swoich sił w skoku przez płonący okrąg. Dostrzegamy, że jest bardzo duży odpływ , łódki stoją na piachu. bawimy się przednio na plażowej potańcówce.