Do Bangkoku docieramy o 7 rano (jak zwykle z godzinnym opóznieniem). Po dwóch godzinach szukania noclegu lokujemy na 4 pietrze hoteliku na Khao San Road po 480 bht za pokój. Szybki prysznic, sniadanko i udajemy się do Grand Palace. Przezornie zakładamy długie spodnie i koszulki z długimi rękawami, aby nie miec problemów ze wstępem. Wejście to 350 bht/os., trochę dużo, ale Pałac robi wrażenie, jest tak kolorowo, świątynie obłożone są w całości małymi kolorowymi lusterkami, które całe się świecą na słońcu. Minus to ten tłum ludzi, ciężko jest nawet sobie zdjęcie zrobic, żeby nie mieć kogoś w tle. Po 2h bylismy już wyczerpani brakiem wody i temp. oglądamy jeszcze leżącego Buddę i Szmaragdowego Buddę i wracamy. Popołudnie poświęciliśmy na zrobienie zakupów w tajskim centrum handlowym, a wieczorkiem klolacyjka i powrót do hotelu. Ja już nie wyszłam na nocne wojaże po Bangkoku, tym razem zemsta Buddy mnie dopadła - oj noc była długa.